and life doesn't stop for anybody.

sobota, 26 grudnia 2009

mistrzyni nadinterpretacji.

ON mi jak zawsze, jak wielu. od zawsze, może na zawsze.

'jeżeli ci się wydaje, że się jemu podobasz, choć on nic z tym nie robi od X czasu i ma dziewczynę/narzeczoną/żonę, oznacza najpewniej, że mu się nie podobasz/nic do ciebie nie czuje'

dobrze wiedzieć, lecz mimo wszystko LEPIEJ mieć nadzieje. nadzieja matką głupich, tak mi wszak na trzecie.


patrzę, patrzę, widzę, że patrzy. NIC. nie. error. to nie tak, nie teraz. nigdy, nie zawsze.



a szkoda.

niedziela, 13 grudnia 2009

każda rola obsadzona być musi.


nie wiem, czy tak jest wszędzie. właściwie to wiem, że nie jest. nie wiem, czy to powinno TAK być. i tego nie wie też nikt inny.

więc ja jestem tą, o której się nie mówi. o której się mówi, kłamiąc. ta, którą próbuje się usprawiedliwić, a która wcale tego nie chce.

nie jest za dobrze. nie do końca źle. chwilowo wcale się nie martwię, nie cieszy mnie też nic. udaję, bądź usiłuję nie czuć.

w gruncie rzeczy tak jest nawet łatwiej. oprócz poczucia pustki i ogólnego bezsensu, da się jakoś pociągnąć. nie myślę nad tym, co było, nie myślę o tym, co będzie. jest mi wszystko jedno, kiedyś, niedługo i tak skończę.

--

nie chcę dalej, nie wiem, co dalej. potrzebuję i nie chcę i brak i nie troszczę się o to.


crushed your heart in the palm of my hands. all ill do is hurt you again.

niedziela, 15 listopada 2009

tugeder.


świat pełen jest naiwnych chłopców. pełen jest też chłopców ślicznych. są też chętni chłopcy. i chłopcy nieudani. nie ważne jednak, jacy są i ilu ich jest. ja nie chcę chłopca, ja chcę mężczyznę.

mój mężczyzna, który pachnie wodą po goleniu. ten, który sam podejmuje decyzje, jest stanowczy i zawsze wie. mężczyzna czuły i opiekuńczy, wyrozumiały, ale nie zawsze. mężczyzna, którego nazywam 'mój facet', bo ma klasę, ma gest. to ten, który ma wyrobiony w pełni charakter, kultury mu nie brak i jest w stanie zapewnić mi bezpieczeństwo. nie chcę wiązać się z nim na stałe, zawierając związek małżeński. chcę z nim żyć, z nim oddychać. przez niego się smucić i z nim cieszyć. wiem, że czekasz gdzieś na mnie. ale wiedz, że kiedy będę gotowa, ciebie już nie będzie. nie będzie cie dla mnie.


http://www.youtube.com/watch?v=upnTg2GPgTM

czwartek, 12 listopada 2009

choroba.

zaraziłam się drogą kropelkową. z nikąd tak na prawdę rozłożyłam się w czwartek, w który to po powrocie do domu od razu się położyłam do łóżka (z toważyszącą mi temperaturą).

kolejne dwa dni również przeleżałam, cechując się brakiem apetytu i 39,5 stopniami celcjusza.

miałam ciągłe dreszcze, bóle mięśniowe, bóle kostno-stawowe. a nawet lekki ból gardła i suchy kaszel.

nic specjalnego, typowa grypa podczas okresu epidemii.


i właśnie miałam sobie wmawiać 'uczucie wyczerpania i ogólnego rozbicia mogące trwać jeszcze 2-3 tygodnie od ustąpienia infekcji', gdy pani doktor, do której się udałam, zgasiła mnie: 'obustronne zapalenie oskrzeli'.

nic nie szkodzi, pomyślałam, uda się kolejnym razem.


nie kaszlę, a powinnam. powinnam, a nie kaszlę. właściwie to dobrze, ataki duszącego kaszlu są jak dla mnie zbyt męczące. nie zapominając o tym, że moje 'ogólne rozbicie' zdązyło się wdrożyć do umysłu! ale musi jeszcze poczekać... tylko nie wiem, czy jest tego świadome...


90210.